Omega na żywo, czyli jak znalazłem magiczny biały kamień…

Robert Dłucik

57 lat na scenie. Do takiego stażu z respektem muszą podejść nawet panowie Jagger, Richards i Watts. Węgierska Omega wciąż jest w znakomitej formie, o czym można przekonać się podczas tegorocznego tournée, odbywającego się pod szyldem „Tuzvihar”. Nazwa absolutnie nie na wyrost, bo motyw ognia pojawiał się nie tylko na wielkich ekranach rozmieszczonych po bokach oraz z tyłu sceny…

Dziwne, że trasa koncertowa legendy węgierskiego (i nie tylko…) rocka ominęła Polskę. Muzycy dwukrotnie wystąpili natomiast w Czechach. Kiedy na początku lipca przypadkiem trafiłem w sieci na reklamę koncertu grupy w Trzyńcu (miasteczko położone rzut beretem od polskiej granicy) aż podskoczyłem z radości. W tej euforii, omyłkowo zakupiłem bilet na występ w …Pardubicach, na szczęście dzięki uprzejmości czeskiej agencji koncertowej organizującej wydarzenie udało się błyskawicznie wymienić bilet i zaoszczędzić „parę” kilometrów. Potem zostało już tylko odliczanie do „godziny zero”…

Trochę obawiałem się miejscówki. Co prawda Werk Arena robi wrażenie już z zewnątrz, ale to hala przeznaczona głównie dla hokeistów. Miejscowy klub Ocelari Trzyniec występuje w Lidze Mistrzów, regularnie goszcząc europejskie gwiazdy hokeja. Ale jak arena ich sportowych zmagań sprawdzi się w pojedynku z klasykami Omegi? Obaw o jakość dźwięku nie rozwiał do końca występ weteranów czeskiego hard’n’heavy z formacji Citron. Godzinny przekrojowy set, z kawałkiem „Ocelove Mesto” na otwarcie, który idealnie pasował do występu w mieście słynącym niegdyś z przemysłu hutniczego. Na szczęście w przypadku gwiazdy wieczoru brzmienie było już selektywne i potężne.

Omega wkroczyła na scenę dwadzieścia minut po 21.00, przy pompatycznych dźwiękach słynnego utworu Straussa „Tako rzecze Zaratustra”. Czwórka weteranów plus trzech młodszych muzyków oraz duet wokalny. Ruszyli z tytułowym kawałkiem z płyty „Babylon” z dekady lat osiemdziesiątych. Szybko przeszli jednak do klasyków o dekadę (i więcej) wcześniejszych. Podczas epickiego “Varázslatos, fehér kő” („Biały magiczny kamień”) w Werk Arenie zrobiło się naprawdę magicznie… I ta magia nie opuszczała nas aż do podniosłego finału  w postaci kompozycji „A kereszt – ut vege”. Oczywiście nie mogło zabraknąć bisów, ale o tym za chwilę…

Trasie patronuje wprawdzie tytuł jednego z utworów z kultowej płyty „10 000 Lepes”, która w tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia, ale jej repertuar nie zdominował setlisty. Byłby to w sumie nielogiczny krok. „Dziesięć tysięcy kroków” zostało nagrane jeszcze przed rozłamem w składzie, za lwią część kompozycji odpowiedzialny był Gabor Presser. Zabrakło nawet monumentalnego utworu tytułowego, co było jednak pewnym zaskoczeniem…. 

Omega skupiła się na płytach wydanych w latach siedemdziesiątych, gdy muzycy zafascynowali się ówczesnym zachodnim rockiem progresywnym. Muzykę kapitalnie dopełniała oprawa wizualna koncertu. Również pod tym względem Omega nie ustępuje największym zespołom z Zachodu. Sześć dużych ekranów, pomysłowe filmiki ilustrujące kolejne utwory, lasery, efektowne światła, płomienie buchające ze sceny… Działo się! 

Imponować mogła także forma muzyków. Janos Kobor i Laszlo Benko – czyli „ojcowie założyciele” Omegi – to rocznik 1943 (!). Gitarzysta Gyorgi Molnar  – rocznik 1949 – to przy nich młokos. Najbardziej imponował jednak perkusista Ferenc Debreczeni (rocznik 1948). Pozostali muzycy Omegi mają na scenie wsparcie (druga gitara, klawisze, wokal), on przez cały koncert walczył za zestawem perkusyjnym sam. Wigoru mógłby mu pozazdrościć niejeden nastolatek. Nawet po koncercie, zamiast udać się do garderoby na zasłużony odpoczynek, biegał jeszcze po scenie i zachęcał publiczność do… podskoków.

Czy zagrali TEN utwór? Oczywiście, na drugi bis. Wcześniej sięgnęli po „Lenę”. Publiczność – szału z frekwencją nie było, a szkoda… – nie chciała ich jednak wypuścić, chóralnie skandując nazwę zespołu. Wrócili jeszcze raz, by zamienić Werk Arenę w wielką tancbudę wykonując pastiszowe „Petroleum Lampa”… Akurat za tym kawałkiem nie przepadam, ale… Tego wieczoru zupełnie mi nie przeszkadzał.  

Świetny koncert, Elo Omega!  

*

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Katedry Hungarystyki Uniwersytetu Warszawskiego Magyazyn.pl.

Publikacja na portalu PolakWegier.pl za zgodą autora.

Zdjęcie główne: archiwum autora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Picture of Olga Groszek

Olga Groszek